piątek, 1 stycznia 2021

Za bramą koszar - I dzień, czwartek - 25.10.1979r.

Do bramy koszar szybko dojechaliśmy, wartownik doskonale wiedział, kogo przywieźli i nawet nie sprawdzał paki. Wysadzono nas przed jakimś budynkiem. W dwuszeregu zbiórka qwa ruszać się kociarstwo to nie cywil. Co wy qwa nie wiecie co to dwuszereg. No, koty, zrobimy tu z Wami porządek, będziecie chodzić jak w zegarku. No jest dwuszereg, ale co to qwa jest. W tył rozejść się. W dwuszeregu zbiórka wg wzrostu. Ty taboret gdzie się pchasz na czoło, spierdalaj na ogon. Ty tam co tak się bujasz, w przeciągu stoisz. Prawie wszyscy śmiejemy się. Co jest qwa, wesoło Wam. Cisza kociarstwo, śmiech tylko na rozkaz i krótko - takie ha. Panie kapralu siku. Jaki panie kapralu. Tu nie ma panów, tylko obywatele, a te dwie belki to mat. Paaaobywatelu macie siku. Jaki macie, .uja macie, żołnierz ma wytrzymać.
Pierwsza szóstka za mną i weszli do budynku. Po kilku minutach przyszła kolej na mnie. Wchodzimy do środka. Zanim zorientowałem się, gdzie jestem, kapral krzyknął - siadać kociarstwo, zrobią tu Wam modne fryzury. Kątem oka zauważyłem, że za fryzjerów robią chyba żołnierze starszego rocznika. Śmiało mówić fryzjerom, jakie chcecie fryzury. Zarzucają nam jakieś płachty i pytają jak ciąć. Mnie tak, a mnie tak. Jak to zrobią tylko maszynkami do cięcia włosów, nawet grzebieni nie mają. No i poszły w ruch maszynki. Trach, wyłączyli prąd. Patrzę w lustro, pół głowy na łyso - stare wojsko mało nie zleje się ze śmiechu. Prąd zaraz był, chyba wyłączyli dla jaj. Głowy na dół, golimy karki i robimy dalszą fryzurę. No koty, sprawdzić, czy tak może być. Qwa, zrobili nam irokezy. Podoba się Wam, to wysiadka. Gdzie qwa, siad na dupę. Pojechali nas na zero, kolegi obok nie poznałem.

Na komendę - Powstań, Za mną. Wchodzimy do dużego pomieszczenia, każdemu dają papierowy wór. Rozbierać się do naga, ubrania do wora, zostawić dokumenty, zaadresować do domu i do łaźni. Na waleta pakujemy cywilki, adresujemy i wchodzimy do łaźni. Trudno się poznać. W łaźni puszczają na krótko zimną wodę. Przy wyjściu na holu rzucają nam ubrania moro i bieliznę. Oczywiście bez pytania o rozmiar. Wyglądamy jak szweje. Wychodzimy na zewnątrz, jest już ciemno, Ci pierwsi stoją już w dwuszeregu. To wszystko szybko się dzieje, w głowach mamy chaos, nie wiemy co dalej.
Pada komenda - naprzód za mną Marsz! Ruszyliśmy, każdy na swoje kopyto. Co to qwa jest, kobyłka Piłsudskiego! Lewa, lewa, lewa i tak trzymać. Dochodzimy do budynku w lesie - pada komenda Stój. Zaraz zostaniecie wpuszczeni do kina na dobry film, jak to w wojsku było. Rzeczywiście jest to chyba kino, ale filmu nie ma. Każdy podchodzi do jednego stolika, przy którym wołają o książeczkę wojskową, coś tam piszą. Dobra młody, zapamiętaj przydział, kompania 13 - ta, czekać przed budynkiem. Jakiś żołnierz pokazuje mi drzwi, wchodzę, ciemno, nic nie widać, włażę w jakieś wiadro, słychać tylko brzęk i śmiech. Zapalają światło, no qwa młody nie rwij się tak do szmaty, jeszcze będziesz długo na niej jeździł. To chyba stały repertuar przy przyjęciu - fryzjer, łaźnia, schowek gospodarczy itd. Przed budynkiem stoją w grupkach przyszli obrońcy granic. Staliśmy chyba jeszcze godzinę, w samych morach było trochę zimno.

Nareszcie wyszło kilku kaprali i padły komendy: kompania 1,2,3 - 15 - zbiórka. Kompania za mną marsz. Maszerujemy, ciemno nic nie widać, zatrzymujemy się przed jakimś budynkiem. To magazyn sortów mundurowych. Wchodzimy do środka i czekamy w kolejce na szerokim długim korytarzu. Młody narybek podchodzi po kolei pod otwarte drzwi pomieszczenia magazynowego. W drzwiach stoi stół-biurko, trzeba podać swoje dane.
Po formalnościach potężny mat rzuca worem w marynarza, chwila nie uwagi lub za duży ciężar powoduje, że młody traci równowagę i ląduje z worem na podłodze. Mało któremu udaje się ustać na nogach, przy odrobinie szczęścia przed wywrotką ratuje oparcie się o ścianę. Towarzyszą temu salwy śmiechu.

Czekam przygotowany na złapanie wora, ale wyrzucony z dużą siłą i pod ciężarem zawartości ląduję na ścianie. Po odebraniu sortów mundurowych maszerujemy na kompanię i lokują nas na salach. Przydzielają nam szafki i gołe metalowe na sprężynach łóżka. U szefa kompani pobieramy koce i pościel. Mamy szybko rozpakować wory i ułożyć zawartość w szafkach wg przekazanego schematu, w każdej szafce ma być tak samo, przybory do golenia itd. Przebieramy się w piżamy, moro musi być równo ułożone na taborecie przy łóżku, plecak wieszamy z tyłu łóżka. Pokazano nam jak ścielać łóżka, które są piętrowe i trafiam na górę, w sumie to mi pasuje. Buty ustawiamy równiutko na korytarzu i mamy się myć. Łazienka duża, wchodzi dużo chłopa. Golenie, mycie i krzyk mata, "koniec mycia". Wychodzimy na korytarz, na którym leżą rozwalone i wymieszane buty.
Qwa, kociarstwo, buty miały być równiutko ułożone! Czas 2 minuty i ma być klar. Mało czasu, żeby dopasować buty, na znalezienie swoich nie ma szans, bo jeszcze nie mamy poznaczonych. No dobra kociarstwo, teraz capstrzyk i ma być cicho. Kładziemy się i gasimy światło, trwają cichutkie rozmowy, śmiechy. Wpada mat, co koty, spać się nie chce, no to sprawdzimy ułożenie w szafkach. Oczywiście zawartość zostaje wywalona. Koszulki tu i tu, przybory do golenia tu, itd., wszytko ma być równiutko i w odpowiednim miejscu. Za 5 minut meldować o sukcesach. Po ułożeniu dwóch podoficerów sprawdza ułożenie w szafkach. Nie jest tak, jak powinno być, ale na dzisiaj odbój.
Kłaść się spać, ręce mają być na wierzchu koca! Poszedł, a my znowu po cichutku rozmowy i chichy śmichy. Jednak zmęczenie zwycięża i słychać z niektórych miejsc chrapanie.